Moi znajomi zachwycają się probówką, w której znajduje się
ciecz w trzech kolorach. Właściwie tego nie rozumiem, mam odżywkę do włosów w
dwóch kolorach. O wiele bardziej zachwyca mnie literatura, bo przecież to jest
właśnie to, co tworzy człowiek. Trzeba być naprawdę super żeby napisać coś
epokowego. A jakim trzeba być żeby stworzyć ciecz w trzech kolorach? Nie
trzeba, skoro nawet robimy takie doświadczenia na lekcji. Trzeba po prostu
postępować zgodnie z instrukcją, nawet nie musisz tego rozumieć, bo prostu masz
coś wykonać. Trochę jak skręcanie regału. Tworzenia sztuki nie możesz porównać
do skręcania regału, a chemię tak. Oto wyższość
sztuki nad chemią, fizyką i nawet matmą. Ale w naszym pięknym kraju
potrzeba humanistów, bo budki z kebabem cieszą się powodzeniem. To trochę
smutne, ale nic się z tym nie zrobi. Bo właściwie chemia to przyszłość, choć
większość rzeczy już odkryto. W dzisiejszych czasach nie ma co się zatrzymywać
nad poezją, nad czymkolwiek w ogóle. Ostatnio zmarnowałam aż trzy minuty na
teledysk Niki Minaż i bardzo tego żałuję, jak to w ogóle możliwe że dopuszcza
się coś takiego do ludzi? Fuj, obrzydliwe. Ogłupianie społeczeństwa. Łatwiej
jest przecież słuchać wyszukanego porównania kutasa do anakondy niż zapoznać
się z czymś wartościowym. Przysięgam, że zabije każdego kto podrzuci mi takie
gówno. Czuję się jak jedna z nielicznych osób na ziemi, która to dostrzega i nie
może przekonać innych klonów że coś jest nie tak i choć większość ludzi ciśnie
bekę z Niki Minaż to równie dużo myli Stachurę ze Stachurskim. Najlepszy post
na poprzednim blogu był właśnie o narzekaniu na świat i na to, że urodziłam się
w '97 w Polsce, a nie w '50 w Stanach, nie było mnie na Woodstock i nie
widziałam nigdy Morrisona. Ale przecież zawsze mogłam urodzić się w jakimś
chorym kraju, gdzie musiałabym nosić na sobie prześcieradło i być poniżaną
przez wszystko i wszystkich tylko ze względu na to, że jestem babą. Albo w
kraju, w którym po dziś dzień nie wiadomo co to jest płyta CD, a elektryczność
nie istnieje, szczytem technologii jest studnia. Więc wcale nie wylądowałam tak
źle, mam niezłe życie, widziałam Claptona, Santanę, Slasha, Papę Heta i
Hammeta, a za kilka miesięcy zobaczę Knopflera. Mam super znajomych, którzy są
nietolerancyjni i zapamiętują co najmniej połowę ciekawostek o Morrisonie
(wazelina, hue hue hue). Mam plakaty na suficie, a przecież którą księżniczka
nie marzy o genialnym pokoju? I napisałam post na przerwie w kilka minut.
Obijałam się tyle czasu, a wystarczyło spojrzeć na probówkę i zabrać się do
tematu, który lubię najbardziej - najpierw trochę ponarzekać, później trochę
się pochwalić.
Nic nie widać, nic nie słychać, ale to Seek&Destroy, pod koniec jest Kirk i James w odległóści kilku metrów ode mnie, a to i tak była ostatnia piosenka więc wykopali mnie spod samego wybiegu. To był czaderski koncert! ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz