czwartek, 9 października 2014

Technik skręcania regałów

  Moi znajomi zachwycają się probówką, w której znajduje się ciecz w trzech kolorach. Właściwie tego nie rozumiem, mam odżywkę do włosów w dwóch kolorach. O wiele bardziej zachwyca mnie literatura, bo przecież to jest właśnie to, co tworzy człowiek. Trzeba być naprawdę super żeby napisać coś epokowego. A jakim trzeba być żeby stworzyć ciecz w trzech kolorach? Nie trzeba, skoro nawet robimy takie doświadczenia na lekcji. Trzeba po prostu postępować zgodnie z instrukcją, nawet nie musisz tego rozumieć, bo prostu masz coś wykonać. Trochę jak skręcanie regału. Tworzenia sztuki nie możesz porównać do skręcania regału, a chemię tak. Oto wyższość  sztuki nad chemią, fizyką i nawet matmą. Ale w naszym pięknym kraju potrzeba humanistów, bo budki z kebabem cieszą się powodzeniem. To trochę smutne, ale nic się z tym nie zrobi. Bo właściwie chemia to przyszłość, choć większość rzeczy już odkryto. W dzisiejszych czasach nie ma co się zatrzymywać nad poezją, nad czymkolwiek w ogóle. Ostatnio zmarnowałam aż trzy minuty na teledysk Niki Minaż i bardzo tego żałuję, jak to w ogóle możliwe że dopuszcza się coś takiego do ludzi? Fuj, obrzydliwe. Ogłupianie społeczeństwa. Łatwiej jest przecież słuchać wyszukanego porównania kutasa do anakondy niż zapoznać się z czymś wartościowym. Przysięgam, że zabije każdego kto podrzuci mi takie gówno. Czuję się jak jedna z nielicznych osób na ziemi, która to dostrzega i nie może przekonać innych klonów że coś jest nie tak i choć większość ludzi ciśnie bekę z Niki Minaż to równie dużo myli Stachurę ze Stachurskim. Najlepszy post na poprzednim blogu był właśnie o narzekaniu na świat i na to, że urodziłam się w '97 w Polsce, a nie w '50 w Stanach, nie było mnie na Woodstock i nie widziałam nigdy Morrisona. Ale przecież zawsze mogłam urodzić się w jakimś chorym kraju, gdzie musiałabym nosić na sobie prześcieradło i być poniżaną przez wszystko i wszystkich tylko ze względu na to, że jestem babą. Albo w kraju, w którym po dziś dzień nie wiadomo co to jest płyta CD, a elektryczność nie istnieje, szczytem technologii jest studnia. Więc wcale nie wylądowałam tak źle, mam niezłe życie, widziałam Claptona, Santanę, Slasha, Papę Heta i Hammeta, a za kilka miesięcy zobaczę Knopflera. Mam super znajomych, którzy są nietolerancyjni i zapamiętują co najmniej połowę ciekawostek o Morrisonie (wazelina, hue hue hue). Mam plakaty na suficie, a przecież którą księżniczka nie marzy o genialnym pokoju? I napisałam post na przerwie w kilka minut. Obijałam się tyle czasu, a wystarczyło spojrzeć na probówkę i zabrać się do tematu, który lubię najbardziej - najpierw trochę ponarzekać, później trochę się pochwalić.

Nic nie widać, nic nie słychać, ale to Seek&Destroy, pod koniec jest Kirk i James w odległóści kilku metrów ode mnie, a to i tak była ostatnia piosenka więc wykopali mnie spod samego wybiegu. To był czaderski koncert! ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz